top of page

Co wspólnego mają: biznes i maraton?

  • 28 wrz 2017
  • 2 minut(y) czytania

W jednym z programów dokumentalnych o bieganiu usłyszałam kiedyś stwierdzenie, że po pokonaniu pierwszego maratonu nic już nie będzie jak dawniej. Wydawało mi się wtedy, że – owszem – przebiegnięcie 42 km to ogromny wyczyn, ale chyba przesadą jest traktowanie go w kategoriach nowego otwarcia w życiu. Od mojego pierwszego maratonu minęło już kilka dni, emocje nieco opadły i - tak jak jeszcze nie potrafię schować do szuflady swojego medalu - tak trudno mi zachować tylko dla siebie pewną refleksję.



Tuż przed startem, stojąc w tłumie biegaczy i słuchając płynącego z głośników „Snu o Warszawie” Niemena, czułam ogromne wzruszenie. Nie tylko dlatego, że do ostatniej chwili nie wiedziałam czy wystartuję (bo pomimo świetnego przygotowania i solidnie przepracowanego lata, na ostatniej prostej przyplątała się kontuzja). Przede wszystkim dlatego, że otaczało mnie morze ludzi takich jak ja. Ludzi, którzy mają swoje osobiste, mniejsze lub większe dramaty, którzy – tak jak ja – walczyli właśnie z jakąś kontuzją, ale którzy – tak jak ja – stawili się na linii startu i czuli, że dokonują właśnie czegoś niezwykłego.


Muszę przyznać, że nigdy i nigdzie dotąd nie widziałam takiej woli walki i determinacji. I nie mam na myśli elity, która walczyła o fantastyczną życiówkę. Mam na myśli nas, szaraczków w niebieskich koszulkach z napisem „Maraton Warszawski”, dzielnie tuptających naprzód pomimo deszczu i bolących mięśni. Nas, zerkających na zegarek sportowy, którzy widząc (tu użyjmy eufemizmu) „umiarkowanie dobre tempo”, uśmiechają się do siebie, myśląc: „a co tam”. Nas, muszących czasem przystanąć na kilka sekund by rozmasować łydkę, rozciągnąć plecy, dać odpocząć piekącym kolanom. Nas, nieporadnie oblewających się wodą w punktach nawadniania, uśmiechających się do siebie wzajemnie, znajdujących przyjemność w tej naszej biegowej podróży. Nas, pytających drugiego biegacza, czy wszystko w porządku, gdy widzimy, że zaczyna słabnąć. I w końcu nas, mijających linię mety, cieszących się jak dziecko ze swojego 3745 miejsca, a zaraz potem zaczynających płakać ze wzruszenia (no dobrze, może to nie dotyczy wszystkich, ale zdecydowanie dotyczyło mnie).


Pokonanie maratonu faktycznie zmienia człowieka. Pozwala zrozumieć, jak bardzo jesteśmy silni – my, tacy zwykli na co dzień - i jak bardzo możemy być solidarni. Jak niewiele trzeba, aby choć na chwilę zapomnieć o podziałach, problemach i nabrać dystansu do świata. Przede wszystkim jednak, pozwala zrozumieć, że kolejne cele - w życiu i biznesie - choć często mało realne, odległe i wymagające ciężkiej pracy - są dla nas osiągalne. Z perspektywy tych 42 kilometrów wiem jedno - biznes jest jak maraton: jeśli wyraźnie nakreślisz przed sobą cel, opracujesz plan działania i konsekwentnie zaczniesz go realizować, nie ma rzeczy niemożliwych. Marzenia i plany zawsze dogonimy - nie zawsze sprintem, nie zawsze w świetnej formie, ale zawsze z ogromną satysfakcją.


 
 
 

Komentarze

Nie można załadować komentarzy
Wygląda na to, że wystąpił problem techniczny. Spróbuj ponownie połączyć lub odświeżyć stronę.
Wyróżnione posty
Ostatnie posty
Archiwum
Wyszukaj wg tagów
Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square
bottom of page